To były wyjątkowe Zmysły Sztuki! Ostatnie w ty roku, 35 spotkanie cyklu.

Grudzień 11, 2015

This slideshow requires JavaScript.

Ciemne wnętrze, szelesty, zapalają się płomyki, jeden,dwa, kolejne… i rozbrzmiewa śpiew. Chór kameralny Endorfina powitał gości 35. spotkania z cyklu Zmysły Sztuki utworem, który w nastroju nawiązał do części prac Andrzeja S. Grabowskiego prezentowanych w Oficynie Kuchennej.

Asamblaże, bo o nich mowa, stały się pretekstem do rozmowy o tradycji portretu trumiennego, wywodzącej się z Egiptu (portrety fajumskie), a bardzo popularnej w XVII i XVIII wieku wśród polskiej szlachty. Najstarszym znanym portretem trumiennym w Polsce jest wizerunek Stefana Batorego z końca XVI wieku. Co ciekawe, ten gatunek portretu sarmackiego nie ma swojego odpowiednika w kulturze innych państw europejskich. Andrzej S. Grabowski pokazał na spotkaniu, że jest nie tylko kuratorem Zmysłów Sztuki, nie tylko twórcą mocnych kolorystycznie prac malarskich, czy zmuszających do refleksji, pełnych odniesień do współczesnego świata, portretów trumiennych, nie tylko kreatorem recycled art (jako przykład może posłużyć laptop na kominku), ale także twórcą grafik, fotografii, logotypów, plakatów, broszur, katalogów, reklam… Pokazał, że zajmuje się edukacją artystyczną, odkrywa młode talenty, opiekuje się uzdolnionymi amatorami (kurator Królewskiej Akademii Sztuki), ale również wymyśla, organizuje i prowadzi plenery i wydarzenia malarskie (Malować każdy może). Pisze scenariusze i reżyseruje artystyczne filmy („Zmysły Sztuki Dawniej i Dziś”, „Kalendarze Wilanowskie”). Zajmował się scenografią, choreografią, teatrem, poezją, tańcem… Na issuu.com zamieściliśmy prezentację, którą częściowo pokazaliśmy na spotkaniu (link do prezentacji), w której można przeczytać o większości projektów oraz, korzystając z linków, obejrzeć filmy, o których była mowa.

   Jak napisała do nas po spotkaniu Sylwia Lorenc (która także była naszym gościem na 29. Zmysłach Sztuki): „Dla mnie bardzo ciekawe i w pewnym sensie odkrywcze było to, że to co tworzymy czy odtwarzamy nie musi podobać się wszystkim. Niby człowiek o tym wie, ale ciągle się szarpie, szuka a tak naprawdę chodzi o nasze postrzeganie – bo niby zewnętrzne, słyszalne, widzialne – ale tak naprawdę głęboko wewnętrzne. Gdzieś tam oddajemy innym naszą duszę, coś co nas wyróżnia, coś co czujemy w dany sposób indywidualnie i niepowtarzalnie.”
W pewnym stopniu, przez tą wielość i różnorodność aktywności twórczej, Andrzej S. Grabowski zdominował spotkanie. Można go trochę usprawiedliwić tym, że było to podwójny jubileusz – 35. Zmysły Sztuki i jednocześnie jego urodziny (oczywiście wybrzmiało gromkie „Sto lat!”). W tym dniu wypadało także Święto Dziękczynienia, dlatego też padło wiele podziękowań dla publiczności, która tak licznie przybywa od pięciu już lat oraz dla twórców, których gościliśmy dotychczas na Zmysłach Sztuki. Na jubileuszowym spotkaniu pojawił się Grzegorz Śmigielski – bohater pierwszego spotkania, które odbyło się 4 listopada 2010 roku. Byli również uczestnicy ostatniego, 34. spotkania, Kasia Duda i Marek Ruff. Ucieszyła nas niezmiernie obecność prof. Mariana Nowińskiego (3. Zmysły Sztuki), Franciszka Maśluszczaka (9. ZS), prof. Tadeusza Gadziny (32. ZS), Bartosza Kowalskiego (30. ZS), Tomka Opałki (24. ZS), Jolanty Marcolli (21. ZS), Ani Polarusz i Kasi Kochańskiej (16. ZS).

Co ciekawe, po raz pierwszy gościliśmy na Zmysłach Sztuki dyrygenta. Andrzej S. Kiełbowicz, zwany Sławkiem, choć na pierwsze imię ma Andrzej, to jakoś drugie bardziej się przyjęło, nie miał łatwo w tym natłoku informacji i wydarzeń. Trzeba jednak przyznać, że te chwile, w których Sławek dochodził do głosu wybrzmiewały bardzo mocno, bo to istny wulkan energii. Kiedy mówi, to tak jakby dyrygował, tak wiele w nim ekspresji.

   Obu naszych gości łączy nie tylko pierwsze imię i inicjał drugiego, ale także opieka artystyczna nad uzdolnionymi amatorami, odkrywanie talentów i rozwijanie pasji, czy to śpiewu, czy malarstwa.

Sławek jest także kolejnym przykładem na to, jak ważną rolę odgrywa dom i artystyczne otoczenie. W jego przypadku mama, przemiła i ciepła osoba (była z nami na spotkaniu), miała ogromny wpływ na jego edukację twórczą i rozwój muzyczny. Natomiast u Andrzeja Grabowskiego nie tylko jego Tata, Julian Grabowski, zaraził go malarską pasją i edukacyjnym zacięciem, ale także inni członkowie rodziny Grabowskich, którzy tworzyli i działali na uczelniach artystycznych, czy to we Lwowie, czy Krakowie, chyba przekazali mu specjalny gen.
Tak jak w przypadku muzyków czy śpiewaków, których gościliśmy na Zmysłach Sztuki, ważnym wątkiem związanym z kierowaniem orkiestrą czy chórem, był niezmienny dylemat – czy jest to twórcze, czy odtwórcze działanie? Na ile może sobie pozwolić dyrygent, interpretując utwór? Zawsze ciekawiło mnie, czy batuta jest nieodłącznym atrybutem dyrygenta. Okazuje się, że nie. Można dyrygować całym ciałem, ale także można dawać sygnały samym wzrokiem, nieznacznym ruchem palców. Np. w czasie wykonywania przez Chór kameralny Endorfina pierwszego utworu było tak ciemno, że właściwie niewiele było widać z ruchów Sławka, a jednak chór sobie znakomicie poradził. W trakcie spotkania Sławek sprawił, że wszyscy wykonaliśmy pewien, nieskomplikowany utwór, posłusznie poddając się jego kierownictwu. Było przy tym trochę zabawy i śmiechu.

Chór zaprezentował bardzo różny repertuar – od pieśni renesansowych, przez współczesne polskie utwory, ale także angielskie, takie jak „Every Breath You Take” z repertuaru The Police, i na specjalne życzenie Andrzeja utwory The Beatles. A tak oto członkowie chóru skomentowali spotkanie (wpis na FB): „Drogi Mistrzu Andrzeju Grabowski! Mistrzu pędzla i gawędy! Luminarzu sztuk rozmaitych! My – Chór kameralny „Endorfina” – byliśmy zaszczyceni tym, że mogliśmy w Twoim towarzystwie uwalniać Zmysły Sztuki oraz Endorfiny. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy i zjedliśmy wiele ciekawych ciastek. A podniebienia spłukaliśmy szlachetnym nektarem. Zaś możliwość celebracji przy okazji Twoich urodzin, to już czysta, żywa i nieskrępowana przyjemność. Pozostajemy w uniżeniu – Endorfiniści.”
Niesamowitym wydarzeniem była prezentacja gry na pile. Sławek nie tylko zagrał melodię, która nie przypominała fragmentu ścieżki muzycznej do filmu grozy, ale także udzielił krótkiej lekcji Sylwii Lorenc. Zdradzę Wam, że po tej próbie okiełznania piły i smyczka, Sylwia – znakomita flecistka – nachyliła się do swojego męża, Mariusza, i powiedziała: „Kupisz mi piłę? Kupisz? Będę grała!”. A później Kasia Duda – wspaniała skrzypaczka – powiedziała, że też chciałaby popróbować gry na pile, bo to fascynujący instrument. Ciekawe, czy ktoś jeszcze skusi się i spróbuje tej trudnej sztuki?

Czas mijał niepostrzeżenie… Był poncz, znakomity tokaj, numerowane ciastko „Niespodziewanka” (osoba, która wylosowała ciastko nr 11 wygrała jedną z prac Andrzeja), życzenia pisane wierszem autorstwa Ewy Bukszy (przeczytane przez autorkę), kwiaty, obrazy (na zdjęciu uwieczniony od Kasi Nowakowskiej), książki, farby Golden od p. Tadeusza Sawickiego (maluje.pl)…
35. spotkanie to było wielkie święto nie tylko dla Andrzeja S. Grabowskiego, ale także dla pasjonatów Zmysłów Sztuki.
Za to, że od pięciu lat możemy realizować tak fantastyczny projekt, chcemy podziękować Pawłowi Jaskanisowi, Dyrektorowi Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Arkadiuszowi Bachanowi z firmy PerAarsleff Polska, Tadeuszowi i Arturowi Sawickiemu z firmy Savel (www.maluje.pl), Monice Kalecie i Jarkowi Uścińskiemu z Oficyny Kuchennej, Jerzemu Sztylerowi z Winiarni Lippóczy Pince, Stanisławowi Kozyrze z firmy Bodoni.
Więcej zdjęć ze spotkania można zobaczyć na naszym fanpage’u na FB: https://www.facebook.com/zmyslysztuki/.
Kolejne Zmysły Sztuki dopiero w lutym 2016 roku. Koniecznie śledźcie nasze wpisy aby nie przegapić zwiastuna ;)


Zbliżają się 35 Wilanowskie „Zmysły Sztuki”

Listopad 25, 2015

zaproszenie_35W imieniu Pawła Jaskanisa, dyrektora Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, oraz Fundacji „andART” serdecznie zapraszam na 35. jubileuszowe spotkanie z cyklu „Zmysły Sztuki”, które odbędzie się 26 listopada 2015 r. (czwartek), o godz. 19:00, w Oficynie Kuchennej (na terenie Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, ul. St. K. Potockiego 10/16).

Naszymi gośćmi będą Andrzej S. Grabowski, który zajmuje się malarstwem sztalugowym, ściennym, scenografią, fotografią, filmem artystycznym, grafiką komputerową i edukacją artystyczną, kurator i pomysłodawca wielu wydarzeń artystycznych, Andrzej Sławomir Kiełbowicz – muzyk, dyrygent, jeden z nielicznych w Polsce wirtuozów gry na pile, oraz chór kameralny Endorfina.

Porozmawiamy m.in. o tworzeniu konceptualnym, o pewnym rodzaju malarstwa, wywodzącym się z Egiptu, ale wyjątkowo silnie związanym z kulturą sarmacką i dziejami Rzeczypospolitej, o edukacji artystycznej, o miłości do muzyki i o sztuce kierowania orkiestrą czy chórem. Będziemy mieć okazję do posłuchania gry na pile…

Przypominamy, że wstęp na spotkania z cyklu „Zmysły Sztuki” jest wolny, ale liczba miejsc jest ograniczona. Spotkanie przeznaczone jest dla widzów dorosłych.

Tradycyjnie, poniżej kilka słów o naszych gościach:

Andrzej Sławomir Kiełbowicz – Absolwent warszawskiej Akademii Muzycznej, w której studiował na wydziale wokalnym i instrumentalnym. Tamże ukończył mistrzowską klasę dyrygentury u prof. Henryka Czyża. Dyrygował m.in. chórem mieszanym Towarzystwa Śpiewaczego Lutnia, Warszawskim Chórem Międzyuczelnianym, zespołem wokalnym Ars Antiqua. Był kierownikiem muzycznym Zespołu Pieśni i Tańca Mazowsze. Kierował muzyczną stroną przedstawień w Operze Śląskiej w Bytomiu oraz Państwowej Operze i Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku, w której przez trzy sezony był dyrektorem artystycznym. W chwilach wolnych od dyrygowania gra na pile, z której wydobywa znacznie więcej niż tylko dźwięki stanowiące tło akustyczne do opowieści o duchach. Jest jednym z nielicznych w Polsce wirtuozów tego instrumentu. Kiedy nie muzykuje, poświęca się fotografii.

Chór kameralny Endorfina (www.endorfinachor.pl) powstał w 2011 roku z czystej miłości do muzyki, jako emanacja potrzeby wspólnego śpiewania. Członkowie Endorfiny mają za sobą wieloletnie epizody związane z chórami Towarzystwa Śpiewaczego Lutnia im. Piotra Maszyńskiego. Po kilkunastu latach, dzięki zaangażowaniu serwisów społecznościowych i odkurzeniu notesów z telefonami, do wokalnie aktywnych rudymentów chóru żeńskiego starej Lutni udało się dokooptować kilku panów, co dało początek chórowi kameralnemu Endorfina. Do współpracy udało się pozyskać dyrygenta Andrzeja Sławomira Kiełbowicza.

Andrzej S. Grabowski – zajmuje się malarstwem sztalugowym, ściennym, scenografią, fotografią, filmem artystycznym, grafiką komputerową, edukacją artystyczną. Jest kuratorem i pomysłodawcą wielu wydarzeń artystycznych polskich i międzynarodowych. Jest wiceprezesem Fundacji artystyczno-edukacyjnej andART.
Absolwent Państwowego Liceum Technik Plastycznych w Tarnowie, następnie Wydziału Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni prof. Jonasza Sterna (dyplom w 1976 r.), a także Podyplomowego Studium Scenografii oraz Hunter College, Graphic Design & Photography, NY, USA (1995 r.).


Zaproszenie na 34 spotkanie „Zmysły Sztuki”

Październik 15, 2015

zaproszenie_34W imieniu Pawła Jaskanisa, dyrektora Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, oraz Fundacji „andART” serdecznie zapraszam na 34. spotkanie z cyklu „Zmysły Sztuki”, które odbędzie się 22 października 2015 r. (czwartek), o godz. 19:00, w Oficynie Kuchennej (na terenie Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, ul. St. K. Potockiego 10/16).

Gośćmi będą Marek Ruff  oraz Katarzyna Duda

Marek Ruff – absolwent Akademii Sztuk Pięknych Warszawie; dyplom na Wydziale Malarstwa w 1987r. u prof. J. Sienickiego. Współtwórca międzynarodowej grupy artystycznej „Decentryzm” stworzonej na podstawie manifestu Adama Wiśniewskiego – Snerga pt. „Moja koncepcja decentryzmu”. Autor pierwszych prac stworzonych na podstawie w/w Manifestu pokazanych w ramach dyplomu na warszawskiej ASP w 1987r. Pierwsza wystawa grupy zatytułowana „Dialog z niewidzialnym” – Instytut Polski w Paryżu w 1997r. Współorganizator oraz uczestnik wielu międzynarodowych wystaw związanych z ideą „Decentryzmu”.
Katarzyna Duda należy do najwybitniejszych osobowości artystycznych w Polsce.Krytycy podkreślają wspaniałe połączenie kunsztu muzycznego z olbrzymim temperamentem scenicznym oraz wirtuozerii z wielką wrażliwością muzyczną. Wystąpiła z recitalami i koncertami w tak prestiżowych salach jak Lincoln Center i Carnegie Hall w Nowym Jorku, Concertgebouw w Amsterdamie, w Filharmonii Narodowej w Warszawie, Kawai Omotesando Hall w Tokio, w Sali Rossiniego w Padwie. Studiowała u Maestro Tibora Vargi w Akademii Muzycznej w Sion w Szwajcarii. Koncertowała i nagrywała z renomowanymi orkiestrami takimi jak Orchestre de Chambre de Lausanne, Orquesta Sinfonica de Veracruz, NOSPR, European Union Chamber Orchestra, Orkiestra Kameralna Amadeus w Poznaniu, Orkiestra Filharmonii w Hradec Kralove, Polska Orkiestra Radiowa, Orkiestra Filharmonii Lwowskiej, Orkiestra Muzyki Nowej, Capella Sankt Petersburg, Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej, Janáček Chamber Orchestra, Neue Ruhr Kammerphilharmonie, Orquesta Sinfonica del Estado de Mexico, Śląska Orkiestra Kameralna pod batutą takich dyrygentów jak m. in.: Enrique Batiz, Jesus Lopez-Cobos, Agnieszka Duczmal, Lavard Skou Larsen, Józef Wiłkomirski, Jorge Mester, Szymon Bywalec, Monika Wolińska, Łukasz Borowicz, Michał Klauza. Występowała wspólnie m. in. z Kwartetem Camerata, Konstantym Andrzejem Kulką, Waldemarem Malickim, Ryszardem Groblewskim, Michałem Urbaniakiem, Janem Staniendą, Piotrem Pławnerem, Krzesimirem Dębskim, Katarzyną Budnik-Gałązką, Januszem Wawrowskim, Marcinem Zdunikiem, Markiem Brachą, Mariuszem Patyrą, Jakubem Jakowiczem.

<p style=”text-align:justify”>Porozmawiamy m.in. o filozofii „decentryzmu” – międzynarodowego kierunku artystycznego, o sztuce tworzenia koncertów skrzypcowych oraz o relacji między barwą dźwięku i barwą obrazu. Zostaniemy poczęstowani autorskim ciastkiem, którego nazwę oczywiście zdradzimy dopiero na spotkaniu ;) Słodką niespodziankę smakowo skomponuje i wykona mistrz cukierniczy z Oficyny Kuchennej.


33 spotkanie z cyklu „Zmysły Sztuki” juz za nami…

Wrzesień 21, 2015

PraceCo jeszcze gwarantuje spotkanie na wysokim poziomie? Społeczność zbudowana wokół wydarzenia, bo wówczas osoby, które uczestniczą w spotkaniu są rzeczywiście zainteresowane, czujne, aktywne i czerpią z możliwości bezpośredniego obcowania z twórczymi ludźmi.

Na każdym spotkaniu z cyklu „Zmysły Sztuki” można dowiedzieć się czegoś nowego, odkryć nieznane obszary, obudzić lub rozbudzić w sobie zainteresowania, pasje, a przede wszystkim zrozumieć skąd twórcy czerpią inspirację, jak wygląda ich warsztat twórczy, co łączy czasem zupełnie różne dziedziny sztuki, jak twórcy odnajdują się w świecie komercji.

Nasi goście – Anna Halarewicz i Janusz Tylman – wydają się być tak różni, a jednak nie znalazło się wiele podobieństw, zaczynając od bardzo sympatycznej strefy życia, czyli kotów. Kot Ani – Absynt – ma swój udział w jej twórczości, bo towarzyszy jej często w akcie tworzenia. A to przejdzie przez płótno, a to strąci coś ogonem. Kotka Janusza – Luteńka – cierpliwie słucha, kiedy Janusz ćwiczy albo pisze muzykę, a niektóre utwory lubi bardziej niż inne, co okazuje w sposób czytelny dla Janusza.

Skoro o muzyce mowa, to zupełnie zrozumiałe i naturalne jest, że towarzyszy Januszowi. Pianista musi codziennie ćwiczyć, grać czasem nudne wprawki, gamy, pasaże itp. (ciekawe, co Luteńka na to?), bo przerwy w grze powodują pogorszenie techniki. Ogromną pasją Janusza jest żeglowanie, więc zadbał o to, by na jachcie znalazł się instrument. Kiedy opowiadał o grze na jeziorach, wyobraziłam sobie, jak miły może być wieczór na przystani, kiedy po wodzie niesie się muzyka…

Muzyka także stale towarzyszy Ani Halarewicz, ale co ciekawe, kiedy tworzy akwarele, słucha wiadomości. Wówczas inspiruje ją słowo, batalie polityczne, dyskusje społeczne, reportaże, jak np. o Czarnobylu, co znalazło odzwierciedlenie np. w „radioaktywnej” pracy prezentowanej w Oficynie Kuchennej. Wielką i trwającą od kilku już lat inspiracją jest pokaz mody Alexandra McQueena z 2009 roku. Wybiegiem dla modelek było wówczas wysypisko śmieci – połączenie piękna z brudem, nowego z odpadkami, zniszczeniem, przemijaniem… post apokalipsa. Anię fascynuje i intryguje „ładność”, uśmiech na pokaz. Z jednej strony kobiety, które tworzy na płótnie czy na ilustracjach są zjawiskowo piękne, tajemnicze, o magnetycznym spojrzeniu – trochę takie jak ich autorka, a jednocześnie mają w sobie ogrom smutku. Na obrazach postaci są niezwykle precyzyjne, kreska przywodzi na myśl grafikę, z której Ania się wywodzi, czy idąc dalej w skojarzeniu – geometrię, matematykę, co może wynikać ze związku Ani z naukami ścisłymi.

I tu pojawia się temat matematyki. Jak mówi Janusz Tylman, matematyka nadaje muzyce porządek przebiegu, bez niej powstałby chaos. Istnieją oczywiście tacy, którzy nie przestrzegają żadnej formy, stawiają sobie za cel łamanie zasad. Czy wiecie, co oznacza preparowanie fortepianu czy preparowanie dźwięku? Kto był na spotkaniu, ten wie ;) A widzieliście zapis nutowy bez nut, ale za to z odnośnikami do przypisów, gdzie znajduje się instrukcja, jak grać?
Powstało tak dużo utworów muzycznych, że współczesny kompozytor musi mieć ogromną wiedzę, żeby nawet mimowolnie nie popełnić plagiatu. Nie chodzi nawet o same dźwięki, ale o melodię, rytm, harmonię. W Polsce prawo autorskie nie jest aż tak restrykcyjne jak np. w USA, ale i tak trzeba się pilnować, sprawdzać, pytać innych, czy nie słyszą w tym, co skomponowaliśmy czegoś, co już wcześniej powstało. Janusz przytoczył słowa Witolda Lutosławskiego, który mówił, że dobry kompozytor dużo wyrzuca do kosza. Im więcej wyrzuca, tym lepszym jest kompozytorem.
Ania Halarewicz też dużo wyrzuca. Urządza nawet rytualne darcie papieru, a płótna zamalowuje. I to, co w muzyce można nazwać preparowaniem dźwięków, czyli np. wydobywanie dźwięków z fortepianu poprzez uderzanie dziwnymi przedmiotami w struny, u Ani objawia się poszukiwaniem nowych narzędzi malarskich. Ania mówi o sobie, że jest „międzytechnikalna”, łączy, miesza, a narzędzie wychodzi po drodze, czy jest to patyk, zaostrzona końcówka pędzla, skarpetka, a nawet tusz i piórko nietypowo wykorzystywane w malarstwie. Lubi zaskakiwać samą siebie podczas pracy. Z Anią rozmawialiśmy o linii/kresce w rysunku i o plamie w malarstwie. Także o tym, co zrobić, aby obraz nie był ilustracją, a ilustracja obrazem.

Nasi goście dyskutowali o sztuce na zamówienie i wolności także w takiej pracy, w której ktoś czegoś oczekuje od twórcy.

Janusz mówił o różnicach w muzyce teatralnej, gdzie ogranicza nas czas i miejsce oraz o muzyce filmowej, której nagranie odbywa się w studiu, w tworzeniu której można użyć różne narzędzia, wykorzystać wielką orkiestrę.
Inaczej pisze się muzykę dla siebie, wówczas ma się pełną dowolność. Jeszcze inaczej jest, kiedy można improwizować, jak np. ilustrując muzycznie na żywo film czy sztukę, tak jak to robi Janusz, grając rolę tapera w spektaklu „Polityka” w Teatrze 6. piętro.
A tworzenie na żywo, jak na przykład pisanie piosenki na antenie programu radiowego? To musi być wyzwanie.
Jak dużo trzeba wiedzieć o muzyce, jak wiele utworów znać, aby być oryginalnym, nie popełnić plagiatu czy to czyjegoś utworu, czy nawet swojego dzieła?
Osobnym tematem było tworzenie w głowie – czy to obrazu, czy muzyki, a także malowanie bez patrzenia na kartkę, czy granie bez patrzenia na klawisze. Jedno z pytań dotyczyło umiejętności rozstawania się z obrazem, czy z ilustracją. Ania powiedziała, że trzeba się tego nauczyć. Nie ze wszystkimi pracami chce się rozstawać, zdarzyło się, że odmówiła sprzedaży. Są takie przełomowe obrazy, które chowa. Ale kiedy znika seria (a pracuje w krótkich cyklach), to motywuje ją to do malowania kolejnej. Na szczęście ma kontakt ze sprzedanymi obrazami, a akwarele skanuje i kiedy ma taką potrzebę, to może na nie popatrzeć.

Na 33. spotkaniu z cyklu „Zmysły Sztuki” okazało się także, że Janusz Tylman ma ogromny gawędziarski talent, że nie tylko gra z lekkością, ale także swobodnie i pięknie mówi. Było dynamicznie, muzycznie, śpiewnie, śmiesznie i wzruszająco, a także trochę tajemniczo, bo Ania Halarewicz jest oszczędna w słowach, ale przecież za nią mówią jej obrazy.

22 października br. czeka nas kolejne interesujące spotkanie, które mamy nadzieję, także poruszy, pobudzi do dyskusji, do refleksji, dostarczy emocji.


Farby akrylowe dziś, czyli na co zwracać uwagę i czego unikać.

Wrzesień 7, 2015

farby akrylowe Malarstwo akrylowe to druga w kolejności najpopularniejsza i ceniona technika malarska, zaraz po malarstwie olejnym. Dzięki nowym możliwościom technicznym i chemicznym ta dziedzina pod kontem modernizacji i nowości rozwija się wyjątkowo szybko i korzystnie, bez negatywnego wpływu na jakość produktu końcowego… wręcz przeciwnie. Gdy duża cześć farb „artystycznych” traci na jakości i zastępowana jest tańszymi i odczuwalnie gorszymi zamiennikami akryl stoi mocno i wygląda na to że z kryzysu jakość i burych kolorów ma już za sobą.

Czy jest farba akrylowa? Z założenia artystyczna farba akrylowa powinna się składać wyłącznie z 2 składników: naturalnego pigmentu(jeśli jest osiągalny) i żywicy akrylowej,najlepiej na bazie polimerów. Jednakże producenci często żeby zwiększyć objętość lub gęstość dodają tzw. wypełniacze i środki zagęszczające ograniczając jednocześnie ilość pigmentu. W takim przypadku nie mam już mowy o farbie artystycznej. Tak sformułowana farba to produkt przemysłowy niższej jakości i powinien być klasyfikowany jako farba studyjna (jakości studenckiej) lub hobbystyczna, przeznaczona to malarstwa które nie będzie przeznaczone do wieloletniej ekspozycji. Dlaczego?

Farba, nie zależnie od rodzaju aby posiadać miano artystycznej musi spełniać odpowiednie normy światowe (ASTM) które określają min. stopień odporności na światło, gwarantujący że obraz który dziś wygląda pięknie i kontrastowo za 5 lat nie będzie szary i mdły. Ważna jest więc jakość pigmentu oraz jakość i czystość użytego spoiwa.

Na rynku mamy wręcz ogromy wybór akryli ale nie ma co się łudzić… jeśli duża tuba farby kosztuje kilkanaście złotych nie spodziewajmy się ani zadowalającego koloru w efekcie końcowym ani przyjemnej pracy. Gumowa, śliska konsystencja spoiwa z wypełniaczami ze znikomą ilością pigmentu która się rozwarstwia, a po wyschnięciu staje się 5 tonów ciemniejsza nie nadaje się ani do poważnego malarstwa ani do nauki. Wiele osób myśląc że „akryle już takie są” zniechęca się i wraca do farb olejnych mino znacznie mniejszego komfortu pracy.

Brutalna prawda jest taka że porządne farby akrylowe kosztują! Tak, kosztują ale ich wydajność jest o wiele większa. Mała tubka niejednokrotnie wystarczy na dłużej niż wielka tuba „nibyfarby”. Praca nimi idzie dużo szybciej i przyjemniej, a efekt końcowy jest w 100% przewidywalny.

akryle do aerografuArtystyczne farby akrylowe dostępne są w wielu konsystencjach: od bardzo gęstych do tworzenia faktur, po zupełnie płynne nadające się do napełniania markerów lub rozpylania aerografem. I tu uwaga, konsystencja farb akrylowych nie oznacza że farba została zagęszczona lub rozrzedzona jakąś dodatkową substancją. O ich gęstości stanowi zastosowane spoiwo akrylowe które może być dowolnej gęstość, zachowując 100% czystości.

media akryloweFarby artystyczne dodatkowo uzupełnia najczęściej szeroka media do farb akrylowych, tworzonych na identycznym rodzaju żywic akrylowych. Gwarantuje to spójność i zgodność z farbami akrylowymi których używamy – uzyskana mieszanka w dalszym ciągu będzie stanowiła 100% żywicy akrylowej i pigmentu. Dzięki mediom zwiększamy wydajność i objętość farby, regulujemy jej gęstość, sztywność, połysk a nawet czas schnięcia.

Nie dawajcie się więc nabrać na tanie artystyczne farby akrylowe i nie zniechęcajcie się do techniki która dziś daje Wam najwięcej swobody i możliwości wyrażenia siebie. Bawcie się, eksperymentujcie i pielęgnujcie swoją kreatywność.


33 „Zmysły Sztuki” już 10 Września!

Sierpień 28, 2015

33 spotkanie "Zmysły Sztuki" WIlanów10 września 2015 roku, na spotkaniu z cyklu „Zmysły Sztuki” w Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, naszymi gośćmi będą Anna Halarewicz – artystka malarka, ilustratorka, Janusz Tylman – kompozytor, pianista oraz Joanna Stefańska-Matraszek – sopran.

O tym, co łączy naszych gości dowiemy się podczas spotkania. Porozmawiamy oczywiście o malarstwie, ale i o ilustracji mody, w której specjalizuje się Anna Halarewicz, a także o współpracy z magazynami modowymi. O komponowaniu muzyki rozrywkowej, teatralnej, musicalowej i propagowaniu muzyki poprzez telewizyjne programy opowie Janusz Tylman. Posłuchamy także śpiewu Joanny Stefańskiej-Matraszek, która od lat współpracuje z kompozytorem.

Zabytkowa rezydencja królewska w Wilanowie znana jest z wybitnych dzieł sztuki dawnej. Odkrywanie i objaśnianie tajemnicy ich powstania należy do programów Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie. Minioną twórczość możemy lepiej zrozumieć poznając także źródła inspiracji i motywację współczesnych artystów. Uczestnicy spotkań z cyklu „Zmysły Sztuki” dowiedzą się jak i gdzie poszukuje się inspiracji oraz jak wygląda warsztat twórczy. Spotkania, które odbywają się w swobodnej kawiarnianej atmosferze, są platformą swobodnego przepływu myśli pomiędzy artystami i publicznością. Są moderowane przez kuratora projektu, który również jest artystą.

Dyrektor Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie Paweł Jaskanis zaprasza na 10 września (czwartek) 2015r., na godz. 19:00, do Oficyny Kuchennej, na terenie Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, ul. St. K. Potockiego 10/16.

Wszelkich dodatkowych informacji na temat spotkań udziela twórca, moderator i kurator projektu Andrzej S. Grabowski, email: agrabowski@muzeum-wilanow.pl.

Spotkanie tylko dla widzów dorosłych. Wstęp wolny. Liczba miejsc ograniczona.


Podsumowanie 32 spotkania „Zmysły Sztuki”

Czerwiec 29, 2015

Tadeusz Gadzina i Maciej Buszewicz – to nie lada osobowości. Z jednej strony energia w ruchu, z drugiej energia ujarzmiona siłą spokoju. Obaj z ogromnym darem wypowiadania myśli w sposób obrazowy, płynny, ze swadą, dowcipem. Erudycja, wyobraźnia, inteligencja i wiedza, to wszystko było obecne w każdym temacie, którego dotknęli.

This slideshow requires JavaScript.

Zawsze po takim spotkaniu pozostaje niedosyt. Choćby trwało, tak jak to – prawie trzy godziny, to nadal mało.

Ledwo musnęliśmy temat muzyki i intrygującej twórczości w odtwórczości. Zatrzymaliśmy się na moment nad kwestią krzywdzącego dla muzyka określenia „wykonawca”, bo przecież, żeby utwór był autentyczny, pełny, porywający, to – jak tłumaczył Tadeusz Gadzina, grający musi go zawłaszczyć (to jest punkt zwrotny), obdarować własną wyobraźnią, poznać i przyswoić na pamięć, czy jak to pięknie ujmuje się w języku angielskim „by heart”, czyli musi go niejako przepuścić, przefiltrować przez serce.

Jakże piękna była chwila, podczas której Maciej Buszewicz zaprezentował skrzypce, na których grał jego ojciec. Ostatni raz Maciej słyszał ich dźwięk ponad 50 lat. Tadeusz Gadzina z czułością oglądał ten ponad 120-letni instrument, próbował przygotować go do gry, oceniał, gładził, aż w końcu, mimo że – jak powiedział –  skrzypce mają za krótką duszę, wydobył z nich kilka dźwięków. Zabrzmiały miękko, choć były jakby lekko przykurzone. Może to trochę jest tak, że trzeba je powoli wybudzać z długoletniego uśpienia? Może, kiedy zadba o nie dobry stroiciel, pokażą swoją pełną moc? Być może Tadeusz Gadzina zagra na nich jakiś pełny utwór? Może w ramach koncertów Kwartetu Wilanów, właśnie w Wilanowie?

Mówiliśmy też oczywiście o książce. Nie tylko o jej projektowaniu, Maciej Buszewicz obrazowo porównał pracę nad projektowaniem książki do porządkowania zawartości szuflad, ale dyskutowaliśmy także o przyszłości książki tradycyjnej, tej papierowej, o ebookach, o ich zaletach, ale i wadach.

Czy zastawialiście się kiedyś nad tym, że alfabet to zakodowane dźwięki? To niezwykle fascynujące, bo zapis literowy można odnieść do zapisu nutowego, który jest zaklęciem muzyki w znaki. Maciej Buszewicz w interesujący sposób opowiedział krótko o początkach kodowania dźwięków mowy i o tekście oracza, który zrodził się w Starożytnej Grecji. Piszący poruszał się jak podczas orania pola, a w kolejnej linijce umieszczał litery/znaki, jak w lustrzanym odbiciu

Ponieważ gościliśmy Macieja Buszewicza, to był to znakomity moment, aby pokazać szerszej publiczności film „Kalendarze Wilanowskie 2006-2015″, czyli 10 lat ucztowania sztuki dawnej i współczesnej. Jest to projekt, w który zaangażowali się dwaj wybitni twórcy – Maciej Buszewicz oraz Tomek Sikora (był gościem 23. spotkania z cyklu „Zmysły Sztuki”). Tomek, mając 100% wolności twórczej, tak aranżuje fotografie, że każdorazowo poznajemy pałac Króla Jana III z zupełnie nowej perspektywy. Jednocześnie, prof. Maciej Buszewicz, projektuje kalendaria w taki sposób, że stanowią element dialogu pomiędzy fotografią, sztuką dawną i współczesną. Oto link do filmu, dla tych, którzy nie byli na spotkaniu, ale i dla tych, którzy byli i mają ochotę obejrzeć go jeszcze raz: http://bit.ly/Kalendarze-Wilanowskie.

Zdjęć ze spotkania można zobaczyć w recenzji zamieszczonej na blogu: http://bit.ly/32-zmyslysztuki oraz na naszym Facebook’owym profilu: http://www.facebook.com/zmyslysztuki.

Było bardzo interdyscyplinarnie, muzycznie, graficznie, plastycznie, a przy tym wesoło i wzruszająco, poważniej mniej lub bardziej oraz smakowicie – na koniec na gości czekało jak zwykle artystyczne ciastkom tym razem „Gad w buszu” ;)

Kolejne spotkanie z cyklu „Zmysły sztuki” planowane jest na dzień 10 Września, szczegóły już wkrótce na blogu http://www.zmyslysztuki.blogspot.com


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 32 obserwujących.